Kim są Mazurzy?

Mazurzy to typowy lud pogranicza, który ukształtował się na terenie południowej części Prus Wschodnich. Zamieszkują obszar od Ostródy przez Działdowo, Nidzicę, Szczytno, Mikołajki, Mrągowo, Ełk, Olecko aż po Węgorzewo i Gołdap. Są mieszanką kolonistów polskich, niemieckich, litewskich i wielu innych narodowości, które przybyły do Prus i zasymilowały mieszkających tu Prusów, podbitych przez Zakon Krzyżacki w XIII wieku. Do niedawna w powszechnym użyciu była mazurska mowa, wywodząca się ze staropolszczyzny, lecz która w wyniku odrębnej ścieżki rozwoju, kilkusetletniej izolacji i licznych wpływów niemieckich wykształciła lub zachowała liczne cechy, których nie uświadczymy w dzisiejszej polszczyźnie.

warmia_mazury_01

Warmia i Mazury

Osadnictwo mazowieckie na ziemiach Prusów sięga XII wieku, czyli na wiele pokoleń przed przybyciem Krzyżaków i falą kolonizacji niemieckiej. Dziś powszechnie uważa się, że plemię Sasinów i pokrewni im Lubawianie (Lubovia według kronik stanowiła oddzielne, samodzielne plemię pruskie) to w rzeczywistości mieszanka bałtyjsko-mazowiecka. Z jednej strony, stało się tak z powodu niemalejących ambicji książąt mazowieckich, by podbić przygraniczne plemiona (dość powiedzieć, że w momencie przybycia Krzyżaków południowa Sasinia formalnie należała do Mazowsza), co oczywiście dawało nieco większe możliwości napływu ludności słowiańskiej. Z drugiej strony, niektórzy utrzymują, że na ziemie pruskie w XI wieku napłynęła fala uchodźców polskich po nieudanej reakcji pogańskiej, na czele której stanął Masław. Trudno jednak jednoznacznie tę hipotezę potwierdzić.

Grupę, którą dziś nazywamy Mazurami, ustanowiło bardzo wiele różniących się od siebie ludów. Oryginalnie nazwa „Mazur” oznaczała po prostu osobę z Mazowsza, jednak w XIX wieku miano to zaczyna przejmować szczep pokrewny, choć nie tożsamy – coraz częściej mawia się bowiem o „Mazurach pruskich”. Nie jest to bynajmniej przypadek – Mazurzy pruscy w większości bowiem są potomkami osadników z Mazowsza. Byłoby jednak sporym nadużyciem niewspomnienie o innych substratach – żywiole staropruskim, litewskim, niemieckim, holenderskim czy nawet rosyjskim (staroobrzędowcy). Ten tygiel narodów wytworzył niepowtarzalną gwarę i kulturę, które choć wykazują sporo cech wspólnych z mazowieckim oryginałem, zawierają w sobie jednak wiele elementów germańskich i bałtyjskich. Kluczowym czynnikiem dla powstania mazurskiej odrębności była jednak reformacja. Ludność Prus Książęcych zgodnie z zasadą „czyj kraj, tego religia” stała się częścią społeczności luterańskiej. To właśnie protestancki etos pracy i moralność wyróżniały Mazurów spośród innych polskojęzycznych grup. O trudnościach z tego wynikających wspominała badaczka Mazur, związana przez większość życia z Działdowszczyzną, Emilia Sukertowa-Biedrawina.

Okolice Działdowa jako jedyna część Mazur została w międzywojniu przyznana Polsce bez plebiscytu, ze względu na strategiczny węzeł kolejowy, łączący Warszawę z Bałtykiem. Oznaczało to, że na zdominowane wcześniej przez Mazurów tereny zaczęli napływać katoliccy Polacy – głównie Mazowszanie. Nie pomogło nawet to, że obydwie grupy w zasadzie wywodzą się z jednego rdzenia, ani to, że ich mowy były sobie bliskie. Liczne konflikty na tle religijnym i mentalnościowym skutecznie uniemożliwiły asymilację Mazurów. Większość opuściła Działdowszczyznę i zamieszkała w niemieckiej części Prus.

Według danych z początku 20 wieku około 92-93% ludności Mazur stanowili luteranie – choć rzecz jasna istnieli także katoliccy Mazurzy, którzy byli integralną częścią tej społeczności. Od Niemców zaś odróżniała ich słowiańska w swojej naturze mowa.

religie

Polacy, Niemcy, Mazurzy?

Sprawa przynależności narodowej Mazurów zawsze należała do kategorii tych trudnych, niemal nierozwiązywalnych. Bo co można powiedzieć o nich w kontekście historycznym? Dwieście lat temu mieszkaniec naszego regionu posługiwał się mową mazurską, podobną do kurpiowskiej, a różniącą się od niej głównie wpływami języka niemieckiego i śladami bałtyjskiego języka pruskiego, a także litewskiego. Ten sam człowiek, mimo że w zasadzie porozumiewał się polską gwarą, z poczuciem polskości niewiele miał wspólnego.

Czy Mazurzy czuli się zatem Niemcami? Ano też niekoniecznie, przejmowanie niemieckiej tożsamości opornie szło całe dekady XIX i XX wieku. Jak pisze Emilia Sukertowa-Biedrawina we wspomnieniach Dawno, a niedawno, Niemiec kojarzony był z „miejskością”, będącą w opozycji do ludowości Mazurów. Ba! Warto wspomnieć, że w mazurskich legendach diabeł ubrany był często „po niemiecku”, czyli elegancko, we frak czy garnitur – tak mówili sami Mazurzy.

Ostatecznie jednak bardzo wielu Mazurów zasymilowało się w ramach państwa niemieckiego. Strategia była prosta i przyświecało jej hasło „co stare, niech samo umrze”. Nie sprawiano toteż przykrości starszym, za to młodzież przy pomocy państwowej edukacji skutecznie zniemczano. Dlatego też już w latach trzydziestych coraz mniej osób znało mazurski, a coraz częściej mówiono o sobie „jestem Niemcem”.

O czym rzadko się mówi, istniała na Mazurach w dwudziestoleciu międzywojennym frakcja, która walczyła o uznanie odrębności Mazurów. Byli i tacy, którzy jawnie mówili o narodzie mazurskim (na przykład Kurt Obitz wydający pismo Cech czy członkowie Związku Mazurów (Masurenbund)) i – jak niektórzy badacze potwierdzają – nie była to tylko czcza gadanina. Były konkretne przesłanki, by w latach dwudziestych mówić o pierwocinach poczucia narodowego. Niektórzy uznają, że Mazurzy stanowili „protonaród”, czyli grupę etniczną wyraźnie zmierzającą do wytworzenia własnej tożsamości narodowej oraz suwerenności, mimo braku własnego państwa. Na drodze stanęło państwo niemieckie, które używało wszelkich metod, także bardzo brutalnych, by mazurskich aktywistów wyniszczyć.

Po wojnie Mazurów spotkały liczne i nieraz bardzo brutalne represje ze strony państwa, lecz także kolonistów z Centralnej Polski. Film Wojciecha Smarzowskiego „Róża” dobrze przedstawia ten trudny moment w dziejach Mazur, choć rzecz jasna w pewnym uproszczeniu. Negatywnie zweryfikowanych deportowano, część sama postanowiła opuścić kraj, w którym czuli się szykanowani i zbędni. Ostatnia większa fala wyjazdów do Niemiec nastąpiła w latach ’70 – już raczej o podłożu ekonomicznym. Mazurskie cmentarze i kościoły zaczęły popadać w ruinę.

Mazurzy dziś

Dziś osoby czujące się Mazurami żyją głównie w Polsce. Niewielu, bo według spisu tylko półtora tysiąca. To dramatycznie mało, biorąc pod uwagę, że społeczność mazurska liczyła sobie przed wojną co najmniej sto pięćdziesiąt tysięcy dusz.  Spośród dzisiejszych, ostatnich Mazurów większość poczuwa się także do polskości. Ci, którzy wyjechali (lub zostali wysiedleni) do Rajchu, ostatecznie stali się częścią narodu niemieckiego i bycie Mazurem to dla nich to samo, co bycie Saksończykiem czy Nadreńczykiem – regionalizm w ramach narodu niemieckiego. Zresztą nawet o takiej formie mazurskości mówi się tam coraz rzadziej, co trudno też uznawać za niespodziankę – Mazurów jest tam bowiem coraz mniej, a ich potomkowie nie czują z reguły związku z tym regionem.

Szacuje się, że osób o korzeniach mazurskich żyje w Polsce do dziesięciu tysięcy, jednak tylko 15% z nich poczuwa się do mazurskości na tyle, by wpisać ją jako jedną z dwóch (obok polskiej lub niemieckiej) w kwestionariuszu.

Kilkuset Mazurów żyje także w Rosji, w syberyjskich wsiach Aleksandrowka i Znamienka. Trafili tam dobrowolnie ponad 100 lat temu podczas akcji osadniczej. Na Mazurach wówczas panowała ogromna bieda (stąd tak popularne wyjazdy do Westfalii), a car obiecywał nadanie ziemi w zamian za skolonizowanie niegościnnych syberyjskich pustkowi. Potomkowie osadników do dziś używają mowy mazurskiej, nie znają polskiego, choć i tam ich mowa stopniowo zanika. Syberyjscy Mazurzy w naturalny sposób zaadoptowali liczne słowa pochodzenia rosyjskiego, ale ich wymowa zachowała praktycznie wszystkie istotne cechy (zob. film na dole strony).

Potomkowie Mazurów żyją także w innych krajach świata, chociażby w Skandynawii czy nawet Brazylii.

Strona poświęcona mazurskiej mowie, tradycji i historii